Świat zmienia się z każdym dniem

W końcu znalazłem chwilę aby coś tutaj naskrobać. Ostatnie dni były bardzo intensywne, o jedzeniu przypominał mi ssący ból brzuchu, a stężenie kawy w moim krwiobiegu znacznie się zwiększyło. Zaczynam już zauważać, że ostatnie dni mi się zlewają i zaczynam tracić rachubę czasu. To o czym myślałem rano było dziś, czy może wczoraj, a może jeszcze się nie obudziłem?
Niemniej to jeszcze nie koniec. Praca po pracy oraz doglądanie domu przed przeprowadzką i dopinanie kilku spraw. Wczoraj i dziś pakowałem swoje rzeczy aby jutro po pracy zjechać do nowego mieszkania. Wyczekana wyprowadzka…
Prawie zapomniałem o pójściu na cmentarz do taty. Chciałem odwiedzić go przed wyjazdem, zapalić jakiś znicz, ale było już zbyt późno. Podumałem jednak chwilę i zastanowiłem się jakby wszystko się potoczyło gdyby żył. Jestem ciekaw czy wtedy doszłoby do mojej przeprowadzki, a jeśli tak to jakby zareagował? Czy byłby ze mnie dumny? No, tego ostatniego jestem pewien, zawsze był ze mnie dumny.

Wciąż mnie zadziwia jak szybko mijają dni. Niedługo wybije rok w mojej pracy, zaraz zaczną się studia i czas będzie pędził ze zdwojoną prędkością. Jestem jednocześnie głodny wiedzy i chęci poznania tego co będzie jak i przerażony. Zamiennie jestem pełen motywacji jak i mam ochotę uciec jak najdalej, ponieważ wątpliwości wbijają we mnie swoje szpony i próbują zdusić pewność siebie.

Jednakże w takich chwilach człowiek docenia to, co ma dookoła. Przyjaciele, muzyka, odskocznia w postaci hobby to wszystko jest potrzebne by czasem przystopować i nie zwariować. Mój kolega z pracy inwestuje w stary motocykl. Ciągle o nim opowiada i jest zadowolony z efektów. Mnie temat nie interesuje jakoś bardzo, ale sama pasja w jego głosie sprawia, że sam mam ochotę wziąć narzędzia i mu pomóc! To on właśnie mi powiedział, że nie można na okrągło cisnąć do przodu, trzeba mieć coś czym choć na chwilę można się zająć i odświeżyć umysł. W czasie pracy może być to przeczytanie artykułu czy sprawdzenie portalu. My mamy szachy, gdzie każdy wykonuje ruch kiedy przechodzi obok szachownicy na przykład idąc na kawę. Czasem gramy też na konsoli by się odmóżdżyć. Warto o tym pomyśleć, zwłaszcza kiedy praca męczy nas psychicznie.

Na dziś nie mam więcej do dodania poza tym, że rzucam okiem na blogi moich komentatorów i nie zapomniałem o Was! Muszę jednak przysiąść na dłużej aby wczytać się bardziej i zostawić jakiś sensowny komentarz po sobie.

Ave!

Opublikowano Wpisy | Skomentuj

„Na mój honor!”

Niedawno w pracy między mną a kolegą z biura wywiązała się rozmowa, którą współpracownik podsumował słowami: „(…) mieszkamy w Polsce tutaj ludzie mają taką mentalność, a nie inną. Ty jesteś jeszcze młody i pełny ideałów.

Jakież to wielkie ideały? Honor, wsparcie, szacunek dla innych, bezinteresowność? Czy te cechy na prawdę zanikają z upływem większej liczby wiosen na naszym liczniku? W takim razie chciałbym cały czas mieć te 21 lat… Wiadomo, nie zawsze udaje mi się być prawym, ale na przykład nie byłbym w stanie odbić przyjacielowi dziewczyny czy odbić kobiety komukolwiek. Nie lubię kłamać i szanuję każdy zawód czy to prezes, czy zwykła sprzątaczka, a także potrafię przyznać się do błędu (choć czasem duma boli). Lubię pomagać innym i staram się to robić bezinteresownie z nadzieją, że kiedyś to ja otrzymam pomoc w ten sam sposób. Czy to naiwna wiara w ludzi?
Jakiś czas temu odrzuciłem zaloty pewnej dziewczyny, ponieważ wiem, że raczej nie byłbym w stanie się w nic bardziej zaangażować, a nie chciałem robić jakiejś złudnej nadziei. Od kilku osób usłyszałem, że jestem głupi, powinienem wykorzystać okazję i zrobić co trzeba, a dopiero później się jej pozbyć. Rozumiem, jesteśmy tylko ludźmi, a człowiek ma swoje potrzeby. Ale robić coś takiego osobie, która jest w nas zakochana? Dla mnie to po prostu świństwo i gdybym postąpił w ten sposób zapewne przez długi czas by nie dawało mi to spokoju.

Podejmując jakieś decyzje mające wpływ na innych, staram się postawić w miejscu tychże ludzi i zobaczyć jak sam bym zareagował. Nie chciałbym aby ktokolwiek zrobił mi coś podobnego. Tak samo chciałbym aby moja praca była doceniana tak jak ja doceniam pracę innych (co ma obecnie miejsce, ale nie wiadomo gdzie kiedyś trafimy). Swoją drogą to warto uświadomić sobie, że mniej doceniane profesje jak sprzątaczki, sekretarki, portierzy itp. są niezwykle istotne i dzięki nim maszyna działa. Spinają wszystko w całość i bez nich Ci wyżej mogą szybko się pogubić. Szkoda, że niektórzy tego nie zauważają i im są wyżej tym mniej patrzą pod nogi, zdolni zdeptać każdego, kto akurat nawinie im się pod pięknie wyczyszczone buty.

Wtedy właśnie chyba zanikają wartości. Pycha, chciwość, narcyzm… to także przychodzi z upływem lat. I stąd coraz częściej dobroć, zaufanie, chęć dania komuś szansy jest brana za akt słabości czy naiwności. Asertywność i bycie twardym to ważne cechy, ale musimy być ludźmi dla siebie nawzajem. Może z wiekiem to przemija, może to życie nas zmienia, może chcemy dostosować się do otoczenia jak to mamy w zwyczaju, ale czasem warto zachować swoje ideały i nie pozwolić im umrzeć. Mamy wtedy poczucie siebie i jasne zasady, według których podążamy.

Opublikowano Wpisy | 1 komentarz

Niedzielne marudzenie

Kolejny tydzień za nami, kolejny weekend z koleżanką z Krakowa, kolejne miejsca we Wrocławiu poznane. Jeśli ktoś nie był, polecam skoczyć na Pergolę. Czuję, że to będzie często odwiedzane przeze mnie miejsce. Niby ludzi sporo, ale panuje tam względny spokój, można sobie usiąść i na chwilę się wyłączyć. Polecam także Ogród Japoński, który jest zaraz obok.
Nie powiem, odpocząłem przez ten weekend. Nie pracuję już drugi dzień, co jest dla mnie trochę dziwne, zwłaszcza, że ostatnio siedzę przy projekcie po pracy. Gdyby nie fakt, że siadają mi oczy, byłoby całkiem w porządku. Fajnie jest zagłębić się w pracę i nie myśleć o niczym innym, a czas leci sam. Dobra ucieczka od świata!
Jak czytam to, co właśnie piszę, przypominają mi się słowa mojej matematyczki ze szkoły średniej. Mówiła, że jestem „taki młody a tak zgorzkniały”. Może i miała rację :)

Skoro mowa o myśleniu albo i nie myśleniu to ostatnio po głowie chodzi mi zbliżająca się wyprowadzka. Już za dwa tygodnie powinienem być w nowym mieszkaniu. „Coś się kończy, coś się zaczyna” można powiedzieć. Czuję oczywiście strach przed nowym, ale nie mogę się już doczekać. Wiecie jak się czuję? Jak przed osiemnastymi urodzinami. Człowiek sobie wtedy myśli: „będę dorosły, wszystko się zmieni!”. I wtedy przychodzi osiemnastka… a na następny dzień wszystko jest takie samo. Po kilku tygodniach dostajemy ten dowód osobisty, ale do szkoły dalej trzeba chodzić. Nic się nie zmieniło! To samo chyba mnie czeka po wyprowadzce. Wszystko będzie takie samo, tylko w innym miejscu. Mimo wszystko, cały czas się cieszę z faktu bycia w nowym mieszkaniu. Śmieję się do siebie z politowaniem, ale z drugiej strony…

Trzeba się cieszyć z rzeczy małych. Wtedy dostrzegamy i wyciągamy radość ze wszystkiego naokoło. Smutne jest, gdy ludzie ograniczają swoją radość do pewnych rzeczy, bo z niektórych nie wypada się śmiać albo wydają się one zbyt zwyczajne – błahe. Takie moje narzekanie na świat, ale chyba uzasadnione. Bardzo często osoby uśmiechające się zbyt często są brane za wariatów. Kiedyś sam nawet się przyłapałem na tym, że myślałem, że z pewną osobą jest coś nie tak, ponieważ każdej napotkanej osobie słała szeroki uśmiech. A może to ze mną było coś nie tak? Warto jest czasem odpowiedzieć na uśmiech uśmiechem ;)

Opublikowano Wpisy | 2 komentarzy

Można? Można!

Piszę ten wpis na raty. Od tygodnia pracuję zarówno w biurze jak i w domu. Jestem już trochę zmęczony, ale wiem, że w przyszłości to zaprocentuje. Muszę się w końcu porządnie wyspać. Niemniej mam nadzieję, że tekst będzie ciekawy.

Jadąc jakiś czas temu autobusem mimowolnie usłyszałem jak dwie dziewczyny ze sobą rozmawiają. Jedna drugiej powiedziała, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń damsko-męska. Poważnie?

Poznałem ją około 4 lata temu. Mentalnie byłem wtedy niczym zbity pies. Nie pozwalałem do siebie nikomu podejść. Ludzi unikałem jeszcze bardziej niż teraz (w porównaniu do kiedyś, dziś jestem duszą towarzystwa!). Skubana chciała mnie rozgryźć, ciągle to powtarzała… Drążyła i drążyła, aż w końcu dotarła. Trafiła w czuły punkt i jak wiatr niesie liść tak ja zacząłem wirować coraz wyżej i coraz szybciej. Ja nie pozostałem dłużny. Nie, to nic takiego – mówiliśmy sobie. Przyjaźnimy się, pomagamy sobie nawzajem, tęsknimy za sobą (?!), ciągnie nas do siebie, uuuups! Samo wyszło…
To było dość… intensywne i dziwne. Zwłaszcza, że Karolina była – jest 7 lat starsza ode mnie i mieszka ponad 2000 km dalej (ja bym nie wytrzymał w tym Edynburgu, zimno tam!). W innym wypadku zapewne sprawy przybrałyby zgoła inny obrót. Ile wierszy jej napisałem to jej, nigdy więcej nie byłem w stanie wykrzesać z siebie tyle weny. Pamiętam jak od samego początku mi powtarzała, że widzi mnie na uczelni, a ja zaprzeczałem… Chciała zrobić mi nawet niespodziankę na moje 18. urodziny. Spiskowała z moim przyjacielem aby przylecieć do Polski szybciej niż powinna. Plan jednak się nie powiódł, bo ja z kolei spiskowałem z jej bratem, bo chciałem się nią tak bardzo zaopiekować jak to na mężczyznę przystało. Ta kobieta jest tak porywcza, że jeśli stałbym kiedyś koło niej i zobaczył, że się złości, uciekałbym jak najdalej, bo życie mi miłe! Niemniej wszystko co dobre, szybko się kończy. Nastały czasy sprzeczek, wątpliwości… Pamiętam, że tamten czas był dla mnie jak czarna dziura. Jak to zakochany, nie jadłem, nie miałem humoru, „życie straciło sens”. Ale wciąż byłem wabiony, by być blisko. Ah te hormony!
Był czas, kiedy nie rozmawialiśmy po pół roku, był czas kiedy wysyłaliśmy sobie po kilka wiadomości pod rząd. Z czasem zaczęła się między kształtować więź bardziej przyjacielska. Mogliśmy – możemy powiedzieć sobie o wszystkim bez problemu i bez obaw, że jedno będzie oceniać drugie. Mimo, że nie widzieliśmy się jeszcze w realnym świecie (kilka zdjęć i tyle), a przez telefon porozmawialiśmy może 3 razy jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi i nie wyobrażam sobie aby ta relacja miała się zachwiać. I nie jest to tak popularny friendzone, gdzie jedno jest zakochane w drugim bez wzajemności. To zdrowa relacja, gdzie rozmawiamy o wszystkim i o niczym, potrafiąc zarówno sobie pomóc jak i opierniczyć kiedy któreś zrobi głupotę czy wytknąć swoje błędy.

Tak więc obalam mit mówiący, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Choć czasem droga nie jest łatwa i bardzo łatwo jest się zapędzić i pomylić, warto spróbować wrócić na dobry tor. A od siebie życzę z całego serca by posiadał w życiu takiego przyjaciela lub przyjaciółkę. Wspaniałe jest kiedy możemy pomóc drugiej osobie i mieć do kogo się zwrócić w razie potrzeby.

Opublikowano Wpisy | 5 komentarzy

Głupi ma szczęście

Nie wierzę w Anioła Stróża, który nad nami czuwa czy też w karmę, która zawsze wraca. Choć jeśli wyrządzę komuś coś złego to mam świadomość, że ktoś może wyrządzić coś złego mi (trochę hipokryta ze mnie). Aczkolwiek nie wiem jak wytłumaczyć przykład zwykłego szczęścia, w sensie po prostu farta w życiu. To kwestia znalezienia się w odpowiednim czasie, o odpowiedniej porze, wykonanie odpowiedniego gestu by zwrócić czyjąś uwagę i poznać odpowiednią osobę. Mnóstwo zmiennych…

Mój tata oraz brat mieli takiego właśnie farta w życiu. W jakiejkolwiek sytuacji by się nie znaleźli, potrafili się wykaraskać. Pamiętam jak kuzynka opowiadała, że brat musiał wyprowadzić się z mieszkania w Norwegii, a tam ponoć chwilę trwa znalezienie lokum. Brat już miał się do nich wprowadzać póki czegoś nie znajdzie, kiedy jeszcze w ten sam dzień się okazało, że znalazł sobie nowe miejsce. Takich sytuacji było wiele. Można powiedzieć, że w czepku urodzeni! Często mnie zadziwiało jak to w ogóle jest możliwe.

Wydaje mi się, że i ja takie szczęście posiadam. Jest to o tyle dobre co i przytłaczające, ponieważ każdy sukces przypisuję temu właśnie fartowi, a nie swoim umiejętnościom czy cechom. Najwyższa średnia w szkole? Pomogli nauczyciele. Praca w obecnym miejscu? Zostałem polecony, bez tego nawet bym tam nie trafił. Nawet jeśli chodzi o załatwienie jakiejś sprawy, zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w stanie doradzić czy pomóc i wszystko idzie gładko.

Jakież to niesprawiedliwe, że niektórym przychodzi wszystko łatwiej, a inni mimo wysiłku mają wiecznie pod górkę i jak ten Syzyf cały czas wtaczają ten kamień na czubek góry tylko po to, aby spadł.

Takie tam luźne, wieczorne przemyślenie

Opublikowano Wpisy | 3 komentarzy

„Non omnis moriar”

Zerknąłem właśnie przez okno, zrobiło się już ciemno. Lubię wieczór i noc, jeśli wtedy jeszcze nie śpię, mózg pracuje na innych falach, uspokajam się. Brakuje mi wtedy kominka lub ogniska, bo spoglądanie w płomienie mnie hipnotyzuje i delikatnie pieści zmysły.

Od kilku dni w rogu za oknem mam gościa. Za dnia gdzieś znika, pewnie nie lubi słońca, ale nocą się ujawnia. Utkał sobie sporą pajęczynę i o tej porze wychodzi aby czaić się i czuwać. Wydaje mi się, że to zwykły krzyżak, ale spasł się niemożebnie. Podejrzewam, że światło z mojego okna wabi owady z dworu. A co mi tam, niech sobie podje!

Nienawidzę pająków… mam arachnofobię od dzieciństwa, kiedy mama zeszła ze strychu z ogromnym przyjemniaczkiem na plecach. Od tamtej pory widząc czarnego, włochatego pająka drżę jak dziewczynka. Póki gadzina jest za oknem czy w jakimś terrarium, czuję się bezpiecznie i jestem w stanie nawet go obserwować. Ale jak wiem, że może uciec…
Mimo, że nie lubimy się z pajączkami, jakoś nie mam serca pozbyć się mojego gościa. Spojrzałem na niego i zdałem sobie sprawę z tego, że jak takiego nieboraka można łatwo zdmuchnąć i zniszczyć jego życie i wszystko nad czym pracował by przetrwać, tak nam może zostać to zabrane z taką samą łatwością. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy od nas. Mądrzejszy, bogatszy, silniejszy ktoś, kto będzie mógł zmieść nas choćby dla kaprysu. Nie jesteśmy także nieśmiertelni, więc wszystko co robiliśmy do tej pory może okazać się niepotrzebne. Wszystko co mamy jest tak ulotne… „Marność nad marnościami i wszystko marność”. Smutne, prawda? Co możemy zrobić w takim razie? Dobre pytanie!

Musimy pracować nad tym, by zostawić coś po sobie. „Non omnis moriar” jak mawiał Horacy, który wybudował „pomnik trwalszy niż ze spiżu”. Warto być ambitnym, warto osiągać jak najwięcej i być dla innych autorytetem, choćby po to aby budować historię. Po to aby nie zatarły się jakieś wartości czy zasady. By przyszłe pokolenia miały się czego uczyć lub być z nas dumne. By zmieniać świat i być częścią tych zmian. I pomyślicie, że od razu trzeba być wielkim naukowcem, pisarzem, sportowcem. Rozejrzyjmy się… spójrzmy na swoich rodziców, rodzeństwo, przyjaciół. Czy nie uczymy się od nich, nie wspominamy ich słów, nie podziwiamy ich? Czasem nie potrzebujemy niczego więcej! Sprawmy więc abyśmy sami byli takimi ludźmi! Warto zbudować taki pomnik, niekoniecznie wielki jak ten Horacego, ale taki, by w przypadku gdy ktoś nas zdmuchnie, stał on wciąż niewzruszony i inni o nas pamiętali. By nie zapomniano o nas jak o tym pająku za oknem, którego pajęczynę porwie wiatr… Wtedy wszystko nabiera barw i zaczyna mieć sens.

Opublikowano Wpisy | Skomentuj

„Wiatr złapać”

Kolejny odgrzebany z odmętów twardego dysku staroć mojego autorstwa :)
Nie ogarniam interpunkcji w tak zbudowanych zdaniach, więc wybaczcie za błędy.

Próbuję wiatr złapać gołymi rękoma
choć wiem jak to nierealne,
Stać w miejscu oznacza się cofać,
więc robię cokolwiek
lecz to nie wystarczy

Szukałem wiatru, ze smutkiem
W samotni myśli własnych tonąłem
A wiatr mgłę przegnał. Z radością
ukazał mi nową drogę.

Tchnął we mnie życie
prowadził ścieżką nieznaną.
Chciałem być bliżej
sam stać się wiatrem,
siłą nieokiełznaną.

Piękną zarazem, tak wyjątkową,
istnym marzeniem.
W dni jedne być bryzą spokojną,
a w drugie szalejąc po niebie.

I gdy wędrowałem tak, w ciszy
ulotnił się wiatr.
Drogę skrył gruby dywan liści,
szary stał się świat.

Stanąłem w miejscu jak ślepiec w ciemności,
a zmysły me głuche się stały.
Czekam na wiatr, by śród nicości
ruszyć znów drogą nową w nieznane.

Opublikowano Artystyczny nieład | 1 komentarz

„Dobrze jest odczuwać strach.”

Jedną z rzeczy, która według mnie jest bardzo satysfakcjonująca to uświadamianie sobie, że coś jest łatwiejsze do zrealizowania niż się wydaje. Lubię też pokonywać swoje wewnętrzne blokady, co wiąże się z pierwszym zdaniem. Nie chodzi mi tutaj od razu o rzeczy wielkie jak skok ze spadochronem, ale takie drobniejsze. Są one równie pokrzepiające jak te duże, a czasem nawet bardziej.
Dziś koleżanka, która była u mnie przez 2 dni wróciła do domu. To był udany weekend, choć pogoda nie dopisała aż tak, ale nadrobimy to za dwa tygodnie. Jednakże udało się nam dziś pojechać na rynek do Wrocławia i pospacerować zanim jej autobus nie przybył. Chyba pierwszy albo drugi raz spacerowałem po wrocławskim rynku w ciągu dnia. Zazwyczaj byłem tam późnym wieczorem co także ma swój urok, ale dziś działo się więcej. Bardzo spodobała mi się grupka trzech dziewczyn i jednego chłopaka. Dwie z nich grały na skrzypcach (kocham dźwięk skrzypiec), trzecia śpiewała, a chłopak grał na gitarze. Świetnie im to szło. Chciałbym mieć kiedyś odwagę i umiejętności aby zagrać tak dla ludzi.

A właśnie… ludzi. Jeszcze jakiś czas temu nie dałbym rady pojechać w takie miejsce jak rynek. Nie przepadam za nieznanym, nie mówiąc już o większej liczbie osób w jednym miejscu. Mimo to coraz bardziej zaczynam stwierdzać, że dobrze jest pojechać w nowe miejsce, zawrzeć nowe znajomości czy wyskoczyć z kimś kogo znam od niedawna na piwo czy spacer. Mniej przejmuję się cudzymi spojrzeniami w moją stronę (może im się podobam?! :D) i bardziej cieszę się tym co mnie otacza. Zaczynam nawet zwracać mniejszą uwagę do tego co mówię/robię i po prostu jestem sobą. Dla większości z Was to pewnie nic, ale da mnie, introwertyka oraz mruka jest to pewnego rodzaju osiągnięcie. Mogę śmiało powiedzieć, że się zmieniam i… dobrze mi z tym! Co prawda nie jest tak, że jestem zupełnie inną osobą niż na przykład rok temu, wciąż lubię ciszę i spokój oraz przekładam dobrą książkę czy film nad imprezowanie, ale tak jak powiedziała moja przyjaciółka „trochę spontaniczności”. Tak więc… staram się ;)

Przed zmianami takimi jak pisałem wyżej często się wzbraniamy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Strach. Strach pełni w naszym życiu wielką rolę. Boimy się zmian, boimy się monotonii, boimy się samotności, boimy się choroby i tak dalej, i tak dalej. Zawsze gdzieś tam podświadomie, skryty za innymi emocjami czai się strach. Czy to dobrze zapytacie? Odpowiem Wam cytatem pana Sapkowskiego, mojego mistrza: „Dobrze jest odczuwać strach. Odczuwasz strach, znaczy, jest się czego bać, bądź więc czujny. Strachu nie trzeba pokonywać. Wystarczy mu nie ulegać. I warto uczyć się odeń.”
Idąc tą drogą możemy nawiązać do moich wcześniejszych słów. Jeśli na czymś nam zależy, ale boimy się tego ponieważ nie wiemy co będzie dalej, obawiamy się efektów ubocznych postarajmy się dotrzeć do celu inną drogą. Zacznijmy od rzeczy mniejszych, abyśmy wcześniej widzieli efekty. Czasem taka drobna rzecz jest niczym kamyczek, który wywołuje lawinę, później już wszystko dzieje się samo.

Bać się będziemy zawsze. Umyślnie czy nie, ale nie pozwólmy by nas to ograniczało. Nie zawsze musi się nam udać, ale chyba nie o to chodzi, prawda? Mądry człowiek nawet z porażki wyciągnie jakieś wnioski i będzie bardziej świadom błędu, który popełnił co przełoży się na lepszą skuteczność w przyszłości. A co za tym idzie pokrzepi to jego pewność siebie.

Opublikowano Wpisy | 1 komentarz

„Nie jesteś normalnym człowiekiem!”

Pomysł na ten wpis wpadł mi do głowy podczas czytania bloga Sylwii, a mianowicie TEGO wpisu.
Autorka pisze tam nieco o wierze, ale także o byciu pewnym swojej prawdy, wiedzy absolutnej. Swój komentarz na ten temat wyraziłem, ale chciałbym poruszyć inny temat, częściowo wynikający z tego.

Chodzi mi o teksty typu „PRAWDZIWY mężczyzna jest…”, „nie jesteś PRAWDZIWĄ polką!”, „NORMALNA praca zapewnia…”, „on jest jakiś INNY!” i tak dalej. Przekonani do własnych racji bardzo szybko jesteśmy w stanie zaszufladkować inne osoby, co często jest bardzo krzywdzące dla innych albo od samego początku zmienia opinię o tym człowieku. Ktoś jest zbyt chudy czy gruby? PRAWDZIWY FACET/KOBIETA TAK NIE WYGLĄDA! Ktoś jest zbyt wyobcowany? NIENORMALNY KOLEŚ!

Wiadomym jest to, że ile ludzi tyle poglądów, ale czasem zamykamy się i ograniczamy swój umysł tak mocno, że nie jesteśmy w stanie pojąć najmniejszego odstępstwa od naszych norm. Mówimy sobie, że coś jest „normalne”, „prawdziwe” nie znając nawet innych alternatyw. Nie krytykuję czyichś poglądów, ponieważ to dobrze, że każdy ma swoje. Chodzi mi raczej o brak empatii oraz akceptacji, z którym się spotykamy obcując z takimi ludźmi. Wyrażają oni swoje zdanie dość szybko i są uparci jak osły, niezdolni do dyskusji na dany temat choćby przez minutę.

Osobiście uważam i powtarzam to cały czas jak mantrę. Człowiek uczy się całe życie. Nie ma takiego czegoś, że w pewnym wieku mamy odpowiednią wiedzę o wszystkim i możemy nie przyswajać jej wcale. Ciągle poznajemy nowych ludzi, nowe reakcje, nowe charaktery i sądzę, że od każdej napotkanej osoby można wyciągnąć coś nowego. Zanim odrzucimy czyjś pogląd, zbesztamy kogoś za daną reakcję pomyślmy chwilę co z tego wynika, zastanówmy się bardziej obiektywnie. Takie myślenie bardzo rozwija, ale powtarzam: nie oznacza to, że musimy akceptować wszystko jak leci. W porządku, bądźmy pewni swojego zdania, w końcu to nasze poglądy, jednakże warto jest zamienić stwierdzenie „on jest jakiś nienormalny” zdaniem „nie podoba mi się sposób w jaki postępuje”. Od razu inaczej, nieprawdaż? ;)

Przez weekend wpisów mnie nie być, ponieważ będę miał gościa z Krakowa i mam zamiar pokazać Wrocław znajomej. Nie omieszkam opowiedzieć jak było, zważywszy na to, że ostatnio było dość poważnie ;)

Opublikowano Wpisy | 2 komentarzy

Jak to w końcu jest z tą wiarą?

Dziś temat, którego nie chciałem zbytnio ruszać, ponieważ dotyczy w pewnym stopniu religii i wiary, a to, zaraz za polityką, temat w naszym kraju dość drażliwy i śliski.

Mój pogląd na religię jest taki, że w ogóle nie jest mi ona potrzebna. Od zawsze byłem racjonalistą, czasem aż do bólu. Jeśli nie mogę czegoś zobaczyć czy udowodnić w pełni to nie jest dla mnie pewne. Jestem ateistą co niezbyt jest w smak mojej rodzinie. Mama ciągle to przeżywa i próbuje mnie „nawrócić” zwłaszcza, że na stare lata włącza jej się dewotka. Pamiętam, że jak byłem młodszy to aż takiej wagi do religii nie przywiązywała. Rodzeństwo i kuzynki, które teraz dorobiły się potomstwa także czasem kręcą nosem, bo zrezygnowałem z bierzmowania i nie mogę być chrzestnym ani świadkiem. Ogólnie jednak mimo, że nie każdemu się to podoba, nie mam większych nieprzyjemności z tego powodu. Sam generalnie nie przywiązuję wagi do czyjegoś wyznania. Czy wierzy w Boga, Buddę czy Latającego Potwora Spaghetti, ważne jest dla mnie aby był człowiekiem i tolerował moje zdanie.
Tyle słowem wstępu, wolałem go napisać, ponieważ z doświadczenia wiem, że lepiej czasem powiedzieć kilka słów na początek. Chyba, że trafiałem do tej pory na niewłaściwych ludzi ;)

Mimo iż nie wierzę w żadną siłę nad nami, duchy, zjawy, potwory itp. to czasem czuję się dziwnie z jednego powodu. Mianowicie chodzi o mojego tatę, który odszedł w marcu. Nie, nie nawróciłem się po tym, ale co jakiś czas chodzę na cmentarz (który mam kilkadziesiąt metrów dalej), zapalę znicz i „porozmawiam” z nim. Wiem, że tego nie słyszy, nie wierzę w życie po śmierci, ale czasem po prostu czuję potrzebę żeby z nim „porozmawiać”. Celowo używam cudzysłowów, ponieważ jest to bardziej monolog niż rozmowa. Czuję się z tym trochę głupio i niezręcznie, choć nie powiem, czasem jest mi lepiej. Po takiej wizycie jestem przez chwilę zamyślony i przygnębiony, ale na swój sposób to pomaga. Sam już nie wiem co o tym myśleć… czy wynika to z tęsknoty i potrzeby porozmawiania, czy ze mną jest coś nie tak. Jestem ciekaw czy wiele ludzi ma podobnie jak ja jeśli chodzi o te sprawy. Jak to czasem pewne wydarzenia potrafią nas zmienić. Swojego czasu nie chodziłem na cmentarz już nawet na Wszystkich Świętych. Teraz mimo iż moje poglądy się nie zmieniły, nie wiem czy byłbym w stanie sobie odpuścić ten dzień.

Nie wiem co więcej napisać. O tacie opowiadać nie chcę, bo zajedzie trochę prywatą, a chciałem tylko zarysować temat, by był to wpis bardziej ogólny. Chodź i tak za bardzo zajeżdża prywatą ;)

Starałem się, aby ten wpis nie był zbyt przygnębiający. Po prostu czułem potrzebę wypowiedzenia się na ten temat, bo wciąż nachodzą mnie rozmyślania w tej kwestii, a ten blog jest jak myślodsiewnia, będę miał już spokój na dłuższy czas ;)

Opublikowano Wpisy | 2 komentarzy