„Wiatr złapać”

Kolejny odgrzebany z odmętów twardego dysku staroć mojego autorstwa :)
Nie ogarniam interpunkcji w tak zbudowanych zdaniach, więc wybaczcie za błędy.

Próbuję wiatr złapać gołymi rękoma
choć wiem jak to nierealne,
Stać w miejscu oznacza się cofać,
więc robię cokolwiek
lecz to nie wystarczy

Szukałem wiatru, ze smutkiem
W samotni myśli własnych tonąłem
A wiatr mgłę przegnał. Z radością
ukazał mi nową drogę.

Tchnął we mnie życie
prowadził ścieżką nieznaną.
Chciałem być bliżej
sam stać się wiatrem,
siłą nieokiełznaną.

Piękną zarazem, tak wyjątkową,
istnym marzeniem.
W dni jedne być bryzą spokojną,
a w drugie szalejąc po niebie.

I gdy wędrowałem tak, w ciszy
ulotnił się wiatr.
Drogę skrył gruby dywan liści,
szary stał się świat.

Stanąłem w miejscu jak ślepiec w ciemności,
a zmysły me głuche się stały.
Czekam na wiatr, by śród nicości
ruszyć znów drogą nową w nieznane.

Opublikowano Artystyczny nieład | 1 komentarz

„Dobrze jest odczuwać strach.”

Jedną z rzeczy, która według mnie jest bardzo satysfakcjonująca to uświadamianie sobie, że coś jest łatwiejsze do zrealizowania niż się wydaje. Lubię też pokonywać swoje wewnętrzne blokady, co wiąże się z pierwszym zdaniem. Nie chodzi mi tutaj od razu o rzeczy wielkie jak skok ze spadochronem, ale takie drobniejsze. Są one równie pokrzepiające jak te duże, a czasem nawet bardziej.
Dziś koleżanka, która była u mnie przez 2 dni wróciła do domu. To był udany weekend, choć pogoda nie dopisała aż tak, ale nadrobimy to za dwa tygodnie. Jednakże udało się nam dziś pojechać na rynek do Wrocławia i pospacerować zanim jej autobus nie przybył. Chyba pierwszy albo drugi raz spacerowałem po wrocławskim rynku w ciągu dnia. Zazwyczaj byłem tam późnym wieczorem co także ma swój urok, ale dziś działo się więcej. Bardzo spodobała mi się grupka trzech dziewczyn i jednego chłopaka. Dwie z nich grały na skrzypcach (kocham dźwięk skrzypiec), trzecia śpiewała, a chłopak grał na gitarze. Świetnie im to szło. Chciałbym mieć kiedyś odwagę i umiejętności aby zagrać tak dla ludzi.

A właśnie… ludzi. Jeszcze jakiś czas temu nie dałbym rady pojechać w takie miejsce jak rynek. Nie przepadam za nieznanym, nie mówiąc już o większej liczbie osób w jednym miejscu. Mimo to coraz bardziej zaczynam stwierdzać, że dobrze jest pojechać w nowe miejsce, zawrzeć nowe znajomości czy wyskoczyć z kimś kogo znam od niedawna na piwo czy spacer. Mniej przejmuję się cudzymi spojrzeniami w moją stronę (może im się podobam?! :D) i bardziej cieszę się tym co mnie otacza. Zaczynam nawet zwracać mniejszą uwagę do tego co mówię/robię i po prostu jestem sobą. Dla większości z Was to pewnie nic, ale da mnie, introwertyka oraz mruka jest to pewnego rodzaju osiągnięcie. Mogę śmiało powiedzieć, że się zmieniam i… dobrze mi z tym! Co prawda nie jest tak, że jestem zupełnie inną osobą niż na przykład rok temu, wciąż lubię ciszę i spokój oraz przekładam dobrą książkę czy film nad imprezowanie, ale tak jak powiedziała moja przyjaciółka „trochę spontaniczności”. Tak więc… staram się ;)

Przed zmianami takimi jak pisałem wyżej często się wzbraniamy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Strach. Strach pełni w naszym życiu wielką rolę. Boimy się zmian, boimy się monotonii, boimy się samotności, boimy się choroby i tak dalej, i tak dalej. Zawsze gdzieś tam podświadomie, skryty za innymi emocjami czai się strach. Czy to dobrze zapytacie? Odpowiem Wam cytatem pana Sapkowskiego, mojego mistrza: „Dobrze jest odczuwać strach. Odczuwasz strach, znaczy, jest się czego bać, bądź więc czujny. Strachu nie trzeba pokonywać. Wystarczy mu nie ulegać. I warto uczyć się odeń.”
Idąc tą drogą możemy nawiązać do moich wcześniejszych słów. Jeśli na czymś nam zależy, ale boimy się tego ponieważ nie wiemy co będzie dalej, obawiamy się efektów ubocznych postarajmy się dotrzeć do celu inną drogą. Zacznijmy od rzeczy mniejszych, abyśmy wcześniej widzieli efekty. Czasem taka drobna rzecz jest niczym kamyczek, który wywołuje lawinę, później już wszystko dzieje się samo.

Bać się będziemy zawsze. Umyślnie czy nie, ale nie pozwólmy by nas to ograniczało. Nie zawsze musi się nam udać, ale chyba nie o to chodzi, prawda? Mądry człowiek nawet z porażki wyciągnie jakieś wnioski i będzie bardziej świadom błędu, który popełnił co przełoży się na lepszą skuteczność w przyszłości. A co za tym idzie pokrzepi to jego pewność siebie.

Opublikowano Wpisy | 1 komentarz

„Nie jesteś normalnym człowiekiem!”

Pomysł na ten wpis wpadł mi do głowy podczas czytania bloga Sylwii, a mianowicie TEGO wpisu.
Autorka pisze tam nieco o wierze, ale także o byciu pewnym swojej prawdy, wiedzy absolutnej. Swój komentarz na ten temat wyraziłem, ale chciałbym poruszyć inny temat, częściowo wynikający z tego.

Chodzi mi o teksty typu „PRAWDZIWY mężczyzna jest…”, „nie jesteś PRAWDZIWĄ polką!”, „NORMALNA praca zapewnia…”, „on jest jakiś INNY!” i tak dalej. Przekonani do własnych racji bardzo szybko jesteśmy w stanie zaszufladkować inne osoby, co często jest bardzo krzywdzące dla innych albo od samego początku zmienia opinię o tym człowieku. Ktoś jest zbyt chudy czy gruby? PRAWDZIWY FACET/KOBIETA TAK NIE WYGLĄDA! Ktoś jest zbyt wyobcowany? NIENORMALNY KOLEŚ!

Wiadomym jest to, że ile ludzi tyle poglądów, ale czasem zamykamy się i ograniczamy swój umysł tak mocno, że nie jesteśmy w stanie pojąć najmniejszego odstępstwa od naszych norm. Mówimy sobie, że coś jest „normalne”, „prawdziwe” nie znając nawet innych alternatyw. Nie krytykuję czyichś poglądów, ponieważ to dobrze, że każdy ma swoje. Chodzi mi raczej o brak empatii oraz akceptacji, z którym się spotykamy obcując z takimi ludźmi. Wyrażają oni swoje zdanie dość szybko i są uparci jak osły, niezdolni do dyskusji na dany temat choćby przez minutę.

Osobiście uważam i powtarzam to cały czas jak mantrę. Człowiek uczy się całe życie. Nie ma takiego czegoś, że w pewnym wieku mamy odpowiednią wiedzę o wszystkim i możemy nie przyswajać jej wcale. Ciągle poznajemy nowych ludzi, nowe reakcje, nowe charaktery i sądzę, że od każdej napotkanej osoby można wyciągnąć coś nowego. Zanim odrzucimy czyjś pogląd, zbesztamy kogoś za daną reakcję pomyślmy chwilę co z tego wynika, zastanówmy się bardziej obiektywnie. Takie myślenie bardzo rozwija, ale powtarzam: nie oznacza to, że musimy akceptować wszystko jak leci. W porządku, bądźmy pewni swojego zdania, w końcu to nasze poglądy, jednakże warto jest zamienić stwierdzenie „on jest jakiś nienormalny” zdaniem „nie podoba mi się sposób w jaki postępuje”. Od razu inaczej, nieprawdaż? ;)

Przez weekend wpisów mnie nie być, ponieważ będę miał gościa z Krakowa i mam zamiar pokazać Wrocław znajomej. Nie omieszkam opowiedzieć jak było, zważywszy na to, że ostatnio było dość poważnie ;)

Opublikowano Wpisy | 2 komentarzy

Jak to w końcu jest z tą wiarą?

Dziś temat, którego nie chciałem zbytnio ruszać, ponieważ dotyczy w pewnym stopniu religii i wiary, a to, zaraz za polityką, temat w naszym kraju dość drażliwy i śliski.

Mój pogląd na religię jest taki, że w ogóle nie jest mi ona potrzebna. Od zawsze byłem racjonalistą, czasem aż do bólu. Jeśli nie mogę czegoś zobaczyć czy udowodnić w pełni to nie jest dla mnie pewne. Jestem ateistą co niezbyt jest w smak mojej rodzinie. Mama ciągle to przeżywa i próbuje mnie „nawrócić” zwłaszcza, że na stare lata włącza jej się dewotka. Pamiętam, że jak byłem młodszy to aż takiej wagi do religii nie przywiązywała. Rodzeństwo i kuzynki, które teraz dorobiły się potomstwa także czasem kręcą nosem, bo zrezygnowałem z bierzmowania i nie mogę być chrzestnym ani świadkiem. Ogólnie jednak mimo, że nie każdemu się to podoba, nie mam większych nieprzyjemności z tego powodu. Sam generalnie nie przywiązuję wagi do czyjegoś wyznania. Czy wierzy w Boga, Buddę czy Latającego Potwora Spaghetti, ważne jest dla mnie aby był człowiekiem i tolerował moje zdanie.
Tyle słowem wstępu, wolałem go napisać, ponieważ z doświadczenia wiem, że lepiej czasem powiedzieć kilka słów na początek. Chyba, że trafiałem do tej pory na niewłaściwych ludzi ;)

Mimo iż nie wierzę w żadną siłę nad nami, duchy, zjawy, potwory itp. to czasem czuję się dziwnie z jednego powodu. Mianowicie chodzi o mojego tatę, który odszedł w marcu. Nie, nie nawróciłem się po tym, ale co jakiś czas chodzę na cmentarz (który mam kilkadziesiąt metrów dalej), zapalę znicz i „porozmawiam” z nim. Wiem, że tego nie słyszy, nie wierzę w życie po śmierci, ale czasem po prostu czuję potrzebę żeby z nim „porozmawiać”. Celowo używam cudzysłowów, ponieważ jest to bardziej monolog niż rozmowa. Czuję się z tym trochę głupio i niezręcznie, choć nie powiem, czasem jest mi lepiej. Po takiej wizycie jestem przez chwilę zamyślony i przygnębiony, ale na swój sposób to pomaga. Sam już nie wiem co o tym myśleć… czy wynika to z tęsknoty i potrzeby porozmawiania, czy ze mną jest coś nie tak. Jestem ciekaw czy wiele ludzi ma podobnie jak ja jeśli chodzi o te sprawy. Jak to czasem pewne wydarzenia potrafią nas zmienić. Swojego czasu nie chodziłem na cmentarz już nawet na Wszystkich Świętych. Teraz mimo iż moje poglądy się nie zmieniły, nie wiem czy byłbym w stanie sobie odpuścić ten dzień.

Nie wiem co więcej napisać. O tacie opowiadać nie chcę, bo zajedzie trochę prywatą, a chciałem tylko zarysować temat, by był to wpis bardziej ogólny. Chodź i tak za bardzo zajeżdża prywatą ;)

Starałem się, aby ten wpis nie był zbyt przygnębiający. Po prostu czułem potrzebę wypowiedzenia się na ten temat, bo wciąż nachodzą mnie rozmyślania w tej kwestii, a ten blog jest jak myślodsiewnia, będę miał już spokój na dłuższy czas ;)

Opublikowano Wpisy | 2 komentarzy

Doceniajmy to, co mamy

Kiedy już myślałem, że do niczego konkretnego nie dojdę, podczas samotnego powrotu z lasu spojrzałem równy rok wstecz i porównałem go z dzisiejszą sytuacją. Wszystkie moje plany zmieniły się o 180 stopni. Związek, praca, plany na studia, rodzina, dom… Czy zmiany te są lepsze? Uważam, że spora część tak. Na początku się przed nimi wzbraniałem. Wyryłem rzeźbę z moich marzeń i ambicji, a okazało się, że zrobiona jest ona z lodu i stopniała w mgnieniu oka. Pytanie więc: czy warto tak planować i upierać się niczym osioł? Myślę, że czasem warto, ale jeśli planujemy rzeczy realne i nie narzucamy sobie zbyt wysokiej poprzeczki. Tak jak maszyna ma swoje ograniczenia, tak i my – ludzie docieramy do momentu, gdzie nasze siły się kończą. Ja chciałem pokazać zbyt wiele, wziąć na siebie zbyt dużo, bo inni wymagali tego ode mnie, bo ja sam myślałem, że dam radę. I kiedy tak przystanąłem, stwierdziłem że przez to wszystko nie doceniam tego co mam. W sensie nie gardzę tym, ale wciąż uważałem, że to za mało, że nie zrealizuję swoich planów. I teraz kiedy priorytety się zmieniły zacząłem doceniać to co osiągnąłem i jestem bardziej podbudowany i zmotywowany do działania. Pomyślałem sobie „hej, może rzeczywiście zbyt krytycznie do siebie podchodzę, może rzeczywiście jestem lepszy niż mi się wydaje”. Podbudowały mnie także słowa mojego kolegi, z którym rozmawiałem. Stwierdził, że jest dla mnie pełen podziwu, że po ostatnich wydarzeniach jestem w stanie wciąż się rozwijać i jakoś iść do przodu (pozdrawiam Cię jeśli to czytasz). I wtedy właśnie byłem mu wdzięczy za te słowa, bo jeszcze bardziej pokazały mi to, żeby doceniać to co mamy tu i teraz, ponieważ czegokolwiek byśmy nie osiągnęli będzie dla nas niewystarczające i tak na prawdę nigdy nie będziemy szczęśliwi, zawsze będziemy chcieli pójść ten krok dalej do momentu, kiedy nie będziemy mieli gdzie postawić stopy. A to nas przygnębia…

Opublikowano Wpisy | 4 komentarzy

Home, sweet home

Powróciłem!

Jest późno, ale nie mogłem się powstrzymać aby przywitać się z mym małym gronem odbiorców.

Naładowałem akumulatory, pomyślałem, wypocząłem i zacząłem już tęsknić za pracą, tego mi brakowało od dłuższego czasu. Teraz będę miał dwa razy więcej energii aby wrócić do starego trybu życia. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo wyjazd nieco mnie rozleniwił (ale przecież o to chodzi).
Odkryłem w sobie nową pasję, a mianowicie chodzenie po lesie. Żadne jeziora czy zatłoczone plaże nie mogą równać się z zapachem lasu i tą ciszą, która jest dookoła. Mógłbym chodzić po lasach do upadłego, chyba w niedalekiej przyszłości znajdę kilka miejsc w mojej okolicy i będę się tam wybierał. Tak samo w tym roku muszę zaliczyć wyjazd w góry i nie ma siły, która mnie od tego odciągnie. Znajoma nawysyłała mi zdjęć i teraz ciągle mi chodzą po głowie te widoki. Tak, nigdy nie byłem w górach w ciągu całego życia ;)

Więcej pewnie napiszę jutro i na dniach. Wpadł mi nawet do głowy pomysł na wiersz, choć dawno nie pisałem poezji. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie.

Nie ma to jak w domu ;)

Opublikowano Wpisy | 2 komentarzy

„Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę!”

Uciekam od Was… na tydzień. Dziś w nocy jedziemy z paczką nad jezioro, a internetów tam nie ma, jedynie śladowe ilości zasięgu w telefonie. Wrócę dopiero w przyszłą niedzielę, więc będą tu pustki.

W końcu będę mógł wypocząć. Pospać do późna i nie martwić się obowiązkami. Ostatnio miałem dość sporo pracy, mam nadzieję, że oczyszczę trochę umysł, aby po powrocie wrócić i uderzyć z podwójną siłą. Natłok obowiązków z ostatnich miesięcy choć trochę rozładowywany, wciąż momentami lekko przytłacza. Pamiętam, że na początku tego roku leżąc wieczorem w łóżku czułem jak coś mnie mentalnie rozrywa, miałem wrażenie jakbym miał się rozpaść na kawałki, okropne uczucie.
Szczerze mówiąc pojechałbym gdzieś sam, może z jedną czy dwiema osobami. Z moją paczką jestem zżyty, ale czasem po prostu człowiek chciałby usiąść i pomyśleć w spokoju, poczytać książkę, nie słuchać niczego i nikogo… Z drugiej strony jednak miałem przecież nie myśleć za dużo. Na tym blogu tego nie pisałem, ale cierpię na tzw. overthinking, czy po polsku paraliż analityczny (TUTAJ). Staram się z tym walczyć z mniejszym lub większym powodzeniem. Ogólnie to ostatnio usiłuję luźniej podchodzić do większości spraw i muszę przyznać, że to działa. Staram się kontrolować i nie uciekać myślami gdzieś daleko, a jeśli odnotuję, że odpływam, szybko wracam na ziemię. Mimo wszystko jednak nie polecam takiego stanu. Ciągłe analizowanie każdej jednej sprawy z każdego możliwego punktu, ciągłe zastanawianie się nad wszystkim. Kiedyś myślałem, że to dobre, ale to zabiera radość z chwili w wielu momentach, nie pozwala się cieszyć sukcesami czy po prostu spokojnym czasem. Praca, studia, dom? „Mam szczęście i wsparcie innych, przecież tak bym sobie nie dał rady”. Gitara, blog, opowiadania? „Eee tam to nic takiego, inni robią to lepiej” i tak dalej i tak dalej. Perspektywa związku z drugą osobą jednocześnie kusi (wiadomo, bycie samotnym jest na dłuższą metę jest smutne), a z drugiej strony przeraża, bo wiem, że ciągle zastanawiałbym się czy daję od siebie wystarczająco dużo. Choć to akurat może kwestia moich doświadczeń z przeszłości. Wracając do tematu: jak już mówiłem można z tym walczyć i to skutecznie, wystarczy zaufać intuicji i być po prostu sobą! Warto czasem nacieszyć się spokojem, w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a człowiek musi raz na jakiś czas zaznać słodkiego lenistwa ;)

A teraz spadam, zastanawiam się jeszcze czy wymienić przed wyjazdem struny w gitarze. Kocham to: gitara, ognisko i wieczór. Tworzy się wtedy wspaniały klimat.

Miłego tygodnia!

Opublikowano Wpisy | 2 komentarzy

Postęp, czy da się uciec od nieuniknionego?

Jestem fanem postępu. Jako przyszły (mam nadzieję) programista ciężko abym nie był. Mam świadomość, że jest on nieunikniony, ale nie przeraża mnie jakoś mocno. Jestem nawet ciekaw co przyniosą kolejne lata i jak zmieni się nasze życie. Czy to autonomiczne samochody, loty w kosmos, czy komputery inteligentne niczym Jarvis należący do Iron Mana. Już teraz tego typu rozwiązania nie są dla nas zwykłym wymysłem, bo z doświadczenia wiemy, że kiedyś śmialiśmy się z wielu rzeczy, a teraz są one powszechne. Możemy robić zakupy przez internet, poznawać łatwiej nowych ludzi (pasujących naszym upodobaniom), rozwijać swoje pasje z powodu większej ilości wiedzy, przemieszczać się szybciej i wygodniej i tak dalej.
Z drugiej jednak strony: „Kiedyś to było lepiej”. Tak już nam znane i oklepane słowa. Oczywiście nie mam nic do tego, ponieważ sam lubię powspominać stare czasy. Niektórzy jednak marnują mnóstwo energii na narzekaniu jak to kiedyś nie było, jak zepsute jest teraz społeczeństwo, jaka ta młodzież… A tak na prawdę w każdym pokoleniu młodzież była jakaś inna i bardziej nowoczesna. Młodzi zawsze chcieli iść dalej niż starzy i się jakoś wyróżniać. Tak samo z tym mówieniem, że w dzieciństwie było idealnie i tak dalej. Wydaje mi się, że po prostu często robimy sobie obraz takiego super życia w dzieciństwie, trochę przebarwiamy nasze wspomnienia, bo po prostu tęsknimy za tą beztroską i sielanką.

Może i dziś wiele osób ma problemy z nawiązywaniem kontaktów, może poznajemy wielu ludzi przez internet, a nie w realnym życiu. Może jesteśmy mniej empatyczni. Choć nie do końca, bo kiedyś też z całą pewnością byli tacy dziwacy, który byli zatopieni w myślach czy po prostu nie lubili ludzi. Poznawanie innych przez internet? Mam wielu znajomych w całej Polsce. Moja najlepsza przyjaciółka mieszka w Edynburgu i gdyby nie internet mógłbym minąć ją na ulicy i nawet nie zwrócić na nią uwagi! Jedynym moim zastrzeżeniem jest to, że niektórzy rodzice sami dają swoim dzieciom tablety, smartfony, komputery żeby były cicho i się spokojnie bawiły. Uczyć dziecka technologii? Jasne! Jestem jak najbardziej za! Ale jak taki malec ma się uczyć rozmawiać i dowiadywać się czegokolwiek o życiu skoro nie poświęca się mu czasu? Ale to już osobny temat. Ja sam dostałem pierwszy komputer i dostęp do internetu dość późno, ale z tego co pamiętam zawsze byłem nieśmiały i trochę obawiałem się nowych ludzi, a tym bardziej nie byłem i rzadko kiedy jestem w stanie podejść do kogoś z ulicy i zagadać od tak. Czasem po prostu niektórzy się tacy rodzą, a my zrzucamy na te biedne internety ;)

Pamiętajmy, że świat nie mógłby stanąć w miejscu, bo stać w miejscu na dłuższą metę oznacza się cofać. Możemy zapierać się rękami i nogami, ale wtedy musielibyśmy wyrzec się wielu przyjemności ;)

Opublikowano Wpisy | 1 komentarz

Od tego się zaczęło

Nabrałem lekko odwagi i postanowiłem opublikować pierwszy „wiersz” który napisałem. Było to dobre 8 lat temu :o
Jak to czytam to wypełnia mnie nostalgia połączona z politowaniem, ciekawe uczucie :)

Przyjaciel mój odszedł,
z dziewczyną na huśtawkę.
Czemuś mnie opuścił,
porzucił jak zabawkę?

Czas z tobą spędzałem,
każdą wolną chwilę.
Na wietrze czekałem,
w najmroźniejszą zimę.

Byłeś przyjacielu,
prawie moim bratem.
Nie ma takich wielu,
odpowiedz więc zatem.

Nic mi nie zostało,
już mnie zostawiłeś.
Sam zostanę teraz,
w najmroźniejszą zimę.

Opublikowano Artystyczny nieład | 1 komentarz

Tak na początek

Co prawda nie jest to opowiadanie, a ja nie jestem poetą, ale kiedyś lubiłem skrobnąć coś wierszowanego. Miłej lektury :)

Na ziemi ubitej w dzień piękny, słoneczny,
stanęło przed sobą w słońca promieniach,
dwóch dzielnych, dumnych, potężnych rycerzy.
Lecz żadnego z nich nie spamiętano imienia.

Od stóp do głów w stal przystrojeni.
Miecze dzierżą dobyte w swych dłoniach.
Pewni siebie i nieustraszeni.
Ciała spętane ich w zbroi okowach.

Jeden z nich hełm z przyłbicą na głowie,
kolczuga z ramion swobodnie w dół spada.
Gest ręką czyni, na znak że z Bogiem
pójdzie do walki. Honor i wiara!

Drugi hełm prosty pod pachą trzyma,
powoli go złożył na włosy krucze.
Amulet na piersi jego spoczywa,
W spojrzeniu jego nic z lęku. Ruszył.

Ruszył też rywal jego w tym czasie.
Zbliżali do się pewnymi krokami.
Blisko gdzieś szumiał strumyk przy lesie,
gdzieś złowrogo kruk skrzeczał w oddali.

Starli się u wtóru szczęku swych mieczy.
Długo na cal nikt nie chciał ustąpić.
Wnet jednemu oddech przyspieszył.
Zobaczył szansę. Pchnął. Wroga godził.

Ten zamarł z mieczem w swe ciało wbitym,
by krzyknąć z bólu gdy został wyrwany.
Chciał coś powiedzieć lecz krwi strumień obfity
zalał mu usta, wypływał z rany.

Patrząc przed siebie oczami szklistymi,
nie widział już nic, słyszał swój oddech.
Znaku do Boga nie miał sił już czynić,
padł ciężko na ziemię, to jego koniec.

Z dala dobiegło kruka krakanie:
„Nareszcie! Nareszcie, do syta się naje!”

Słońce już zaszło, za chmurami się skryło.
Rycerz z włosami kruczymi miecz schował.
Wszystko zostawił za sobą jak było.
Nie uszedł daleko, kruk z nieba już opadł.

Opublikowano Artystyczny nieład | 2 komentarzy